Wydział Architektury w Krakowie wzięty szturmem!

Już tradycyjnie reprezentanci naszego koła naukowego uczestniczyli w międzynarodowej konferencji naukowej Definiowanie Przestrzeni Architektonicznej organizowanej rokrocznie przez Wydział Architektury Politechniki Krakowskiej. Tym razem przyjęte zostały dwa referaty, które zgłosiły: Ela Matkowska i Angelika Przybyłek. Oba teksty o jakże intrygujących tytułach „Jasne, pełne życia. W poszukiwaniu modelu rewitalizacji zabytkowych browarów” oraz „Architektura niepamięci” zostały wydrukowane w wydawnictwie konferencyjnym. Gratulacje!

Reklamy

Dwa koła naukowe – dwie rocznice

Upływająca w maju 2011 roku druga rocznica powołania do życia Koła Naukowego Historii Techniki oraz pierwsza rocznica działalności Koła Naukowego Studentów Architektury, to dobra okazja do podsumowania dotychczasowych osiągnięć obu organizacji. Dlaczego zdecydowałem się przedstawić je w jednym tekście? Dlatego, że jestem opiekunem naukowym obu tych kół.

Zgodnie ze statutem, Koło Historii Techniki stawia sobie za cel rozwijanie zainteresowań naukowych zrzeszonych w nim studentów, m.in. poprzez uczestnictwo w konferencjach i seminariach naukowych. Realizację tych celów członkowie koła rozpoczęli nadzwyczaj ochoczo, bowiem ledwie 2 tygodnie po ukonstytuowaniu się stowarzyszenia, w maju 2009 roku, uczestniczyli w Międzynarodowych Warsztatach Archeologii Przemysłowej w Dzierżoniowie. Współzałożyciel Koła i jego przewodniczący, kolega Jakub Werkowski, wówczas studiujący na pierwszym roku budownictwa, zaprezentował referat p.t. „Kolej magnetyczna – pierwsze sto lat idei”. Ponieważ jednak referat został zgłoszony dość późno, nie znalazł się w wydawnictwie pokonferencyjnym. Organizatorzy warsztatów co roku przygotowują bogaty program kulturalny – tak było i tym razem. Zwiedziliśmy unikatowe obiekty przemysłowe i inżynieryjne w regionie Gór Sowich (pełna relacja w tekście: S. Łotysz: „Koło Naukowe Historii Techniki rozpoczęło działalność,” Miesięcznik UZ, nr 6 (171), czerwiec 2009, s. 42-43). Po tym debiucie nadal wspólnie pracowaliśmy nad tym tematem, tak że już w październiku pojechaliśmy z poszerzoną wersją tego artykułu na sympozjum towarzyszące VIII Międzynarodowemu Festiwalowi Filmów i Programów Telewizyjnych o Zabytkach Technicznych i Przemysłowych, Techne 2009 w Ostrawie, w Republice Czeskiej. W wyprawie tej towarzyszyła nam studentka II roku architektury, Angelika Przybyłek. Również i jej referat zatytułowany „Podziemne perspektywy: możliwości wykorzystania schronów i innych obiektów militarnych na cele turystyczne i mieszkaniowe” został przyjęty do programu sympozjum i wydrukowany w wydawnictwie pokonferencyjnym. I tutaj organizatorzy przygotowali kilka ciekawych wycieczek dla miłośników zabytków techniki i przemysłu, a trzeba przyznać że atrakcji takich jest w okolicach Ostrawy całe mnóstwo (S. Łotysz: „Nasi na TECHNÉ 2009,” Miesięcznik UZ, nr 9/1 (174-175), grudzień 2009/styczeń 2010, s. 42-43). W maju 2010 roku w tym samym zespole wzięliśmy udział w kolejnej edycji Warsztatów Archeologii Przemysłowej w Dzierżoniowie. Tym razem to Angelika przygotowała kontynuację tematu związanego z budownictwem podziemnym, który wraz z zaległym z zeszłego roku artykułem Jakuba, został wydrukowany w wydawnictwie pokonferencyjnym. (S. Łotysz: „Studenci Koła Historii Techniki na Warsztatach Naukowych,” Miesięcznik UZ, nr 6 (180), czerwiec 2010, s. 48). W sierpniu 2010 roku kolega Jakub Werkowski wziął udział w międzynarodowej konferencji ICOHTEC (International Committee for the History of Technology) w fińskim Tampere. Było to niewątpliwie największe osiągnięcie, ale przede wszystkim osobisty sukces Jakuba. Z dumą uczestniczyłem w sesji, podczas której prezentował swój referat zatytułowany „Bridging to the future: reusing the relics of destroyed bridges over Odra river”. Duma tym większa, że pełniąc od kilku lat funkcję członka Komitetu Wykonawczego tego stowarzyszenia historyków techniki, a w przygotowaniach do spotkania w Tampere uczestnicząc w pracach Komitetu Programowego, mogłem porównać referat Jakuba z innymi zgłoszonymi referatami, również tymi odrzuconymi (S. Łotysz: „Uniwersytet Zielonogórski na kongresie ICOHTEC w Tampere,” nr 9/1 (183-184), grudzień 2010/styczeń 2011, s 44-45). Jesienią 2010 roku Koło Naukowe Historii Techniki dopingowało naszej studentce, Alicji Bienias z III roku architektury, która zwyciężyła w ogólnopolskim konkursie na plakat o tematyce związanej z ochroną własności intelektualnej organizowanym przez Urząd Patentowy RP (S. Łotysz: „Plakat studentki architektury zwyciężył w konkursie,” nr 9/1 (183-184), grudzień 2010/styczeń 2011, s. 17). Choć te osiągnięcie to w 100% osobisty sukces Alicji, Koło Naukowe Historii Techniki z dumą wsparło swoją członkinię w wyprawie do Warszawy w celu odebrania nagrody. Nowy rok działalności Koła to również nowi członkowie. Artykuł Ilony Pisery, studentki I roku architektury, już został zakwalifikowany do programu tegorocznej edycji Warsztatów Archeologii Przemysłowej w Dzierżoniowie. Impreza odbędzie się w maju, reportaż w miesięczniku – niedługo potem. To nie pierwsza publikacja Ilony. W jednym z poprzednich wydań miesięcznika UZ ukazał się jej bardzo osobisty artykuł o zwykłych, codziennych, niedostrzeganych niekiedy zabytków techniki p.t.: „Antyki z attyki” (Miesięcznik UZ, nr 2 (185), luty 2011, s. 34-35). We wcześniejszym numerze miesięcznika natomiast ukazała się jej relacja z wizyty w Zielonej Górze architektów z atelier Moo Moo – jednej z czołowych pracowni architektonicznych w Polsce („Architektura bez granic,” Miesięcznik UZ, nr 9/1 (183-184), grudzień 2010/styczeń 2011, s 18. artykuł omyłkowo ukazał się pod moim nazwiskiem). Tym artykułem Ilona otwiera drugą część tego jubileuszowego tekstu, która poświęcona jest działalności Koła Naukowego Studentów Architektury.

Choć „O’koło Architektury” działa zaledwie od roku, to i ono może pochwalić się sporymi osiągnięciami. Kilka tygodni po ukonstytuowaniu, Angelika Przybyłek (aktywna również w Kole Historii Techniki), wzięła udział w konferencji z cyklu „Nowoczesność w architekturze” na Wydziale Architektury Politechniki Śląskiej w Gliwicach. Wygłosiła tam referat zatytułowany „Architektura czasów atomu.” Z uśmiechem przyjęła oklaski i życzliwe komentarze po wystąpieniu, a dopiero w kuluarach dowiedziała się, że była jedyną studentką wygłaszającą referat na tej konferencji. Fakt, nie chciałem jej deprymować tą wiadomością przed sympozjum. Artykuł ukaże się w wydawnictwie pokonferencyjnym (dopiero) w połowie tego roku. W październiku 2010 roku w ramach działalności Koła Architektury troje studentów – Angelika Przybyłek, Przemek Jachimowski i Łukasz Deplewski – wzięło udział w Międzynarodowej Konferencji Naukowej „Dziedzictwo postindustrialne i jego kulturotwórcza rola” w Rudzie Śląskiej i Świdnicy. Głównym pretekstem do tego uczestnictwa była uroczystość wręczenia nagród za prace wyróżnione w konkursie architektonicznym na adaptację podziemnego bunkra telekomunikacyjnego w Świdnicy, w woj. dolnośląskim. Przemek i Łukasz otrzymali jedno z czterech równorzędnych wyróżnień. W opracowaniu projektu niezwykle cennych rad udzielała im najzdolniejsza chyba przedstawicielka zielonogórskich architektów, sama również nagradzana w konkursach „Lubuski mister budowy”, mg inż. arch. Alicja Sapeńko (S. Łotysz: „Nasi studenci wyróżnieni w konkursie architektonicznym,” Miesięcznik UZ, nr 9/1 (183-184), grudzień 2010/styczeń 2011, s. 19-21). Z kolei w listopadzie 2010 roku dwie studentki III roku architektury, Elżbieta Matkowska i Angelika Przybyłek wzięły udział w jubileuszowej, dziesiątej edycji konferencji naukowej „Definiowanie przestrzeni architektonicznej” organizowanej przez Wydział Architektury Politechniki Krakowskiej. Wspólnie z Elą przygotowaliśmy referat p.t. „Hutongi trzymają się mocno? Problem autentyczności w architekturze współczesnych Chin,” który został wydrukowany w specjalnym numerze Czasopisma Technicznego. Artykuł bazuje na obserwacjach dokonanych przez Elę podczas jej wyjazdu studialnego do Chin w 2009 roku. Trudno przecenić to osiągniecie Elżbiety – artykuł przeszedł pomyślnie proces recenzji i ukazał się żurnalu wysoko punktowanym na liście Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Trudno o lepszą promocję naszego koła naukowego, a przez to i Uniwersytetu. W konferencji, jak co roku, uczestniczyli przedstawiciele najbardziej renomowanych uczelni polskich i zagranicznych (E. Matkowska, A. Przybyłek: „Studenci architektury UZ na konferencji w Krakowie,” Miesięcznik UZ, nr 2 (185), luty 2011, s. 35-36).

Aktywne uczestnictwo w działalności koła naukowego popłaca. W marcu 2011 roku zorganizowaliśmy wycieczkę do Mediolanu. Choć odbyła się pod szyldem Koła Naukowego Studentów Architektury, uczestniczyli w niej także członkowie Koła Historii Techniki. Relacja z wycieczki w tym numerze miesięcznika.

Statut obu kół mówi wyraźnie – naszym celem jest rozwój zainteresowań naukowych. Traktujemy to bardzo poważnie. Mamy takież wyniki. Naszą codzienną pracę wykonujemy nie szukając rozgłosu. Rzetelny raport semestralny do działu Spraw Studenckich to obowiązek, z którego oczywiście się wywiązujemy. Ale możność podzielenia się sukcesami naszych studentów z Czytelnikami miesięcznika UZ – to już sama przyjemność i satysfakcja!

Tekst ukazał się w numerze 4/5 2011Miesięcznika UZ

O’koło Mediolanu

W 2011 roku Koło Naukowe Studentów Architektury Uniwersytetu Zielonogórskiego „O’koło architektury” zaplanowało wyjazd studialny do Mediolanu. Wyjazd odbył się w dniach 26 – 30 kwietnia. Opiekun naukowy naszego Koła, dr inż. arch. Sławomir Łotysz, uczestniczył w tym czasie w konferencji naukowej, toteż poprosiliśmy doktora Michała Pszczółkowskiego, aby pojechał z nami.

Studenci od samego początku mocno zaangażowali się w projekt planując każdy, najdrobniejszy nawet szczegół wyjazdu, począwszy od poszukiwań źródeł dofinansowania poprzez środki transportu, po dokładne opracowanie trasy zwiedzania Mediolanu. Nie obyło się przy tym bez emocji, ale jeśli coś jest ich pozbawione, to wiadomo, że nie przyniesie słodkich owoców.

Dwudziestosześcioosobowa wyprawa studencka rozpoczęła się w sobotni poranek od dojazdu polskimi kolejami na lotnisko w Poznaniu, a stamtąd samolotem do włoskiego Bergamo. Jednak to nie był koniec podróży jak na jeden dzień. Należało dostać się jeszcze do samego Mediolanu – co zajęło około godziny – oraz do hostelu, w którym zostaliśmy bardzo szybko zakwaterowani. Pierwszy dzień upłynął wiec pod znakiem podróży oraz zaznajamiania się z topografią miasta, siecią metra oraz pierwszymi większymi obiektami architektonicznymi takimi jak sam Dworze Główny czy widoczny z placu przed nim wieżowiec Pirelli.

Wizyta w mieście takim jak Mediolan, to nie tylko przemieszczanie się z góry upatrzonymi trasami, ale też improwizacja i elastyczność. Dlatego też niedzielny grafik zajęć rozpoczęliśmy od zaznajomienia się z targiem ”nad kanałem,” gdzie można było znaleźć absolutnie wszystko, czego dusza zapragnie. A ponieważ rzeczona ludzka dusza, jako kapryśna i nieprzewidywalna, wodziła każdego z nas z osobna, a przez to i całą grupę pozornie prostą trasą, która co rusz meandrowała jak zaklęta w dziedzińce małych kamieniczek, podwórza, które okazywały się uroczymi galeriami. Trzeba było naprawdę pamiętać, że głowa nie obraca się o 360 stopni – szczególnie w otoczeniu pyszniącej się w przyćmionym słońcu biżuterii lub antyków leniwie opierających się jedne o drugie.

Gdy już nasyciliśmy oczy tymi cudeńkami, nadeszła pora na działania planowe czyli bratanie się z miejscową architekturą w najlepszym wydaniu. Rozpoczęliśmy od bazyliki Santo Stefano Maggiore. To tylko jedna z wielu budowli sakralnych, które mieliśmy okazję podziwiać. Zasłynęła w historii miasta w dość niecodzienny i makabryczny sposób, mianowicie zamordowano w nim księcia Mediolanu, Galeazzo Marię Sforza, który przybył tu na uroczystość patrona kościoła w 1476 roku.

Kolejnym ważnym punktem tego dnia była oczywiście znana na całym świecie gotycka katedra, czyli po prostu Duomo. Jeden z największych kościołów w Europie. Dostaliśmy się na dach – panorama Mediolanu z tej wysokości naprawdę zapiera dech w piersiach Zarówno wnętrze jak i zewnętrze robi niesamowite wrażenie tak samo na laikach, jak i znawcach. Gabaryty, rozmach, a jednocześnie subtelna delikatność całości założenia sprawiają oczom niewysłowioną przyjemność – gdyby tylko nie ci natrętni sprzedawcy ziarna dla gołębi…

Zwiedzając dach katedry wszelkie detale architektoniczne, jak fryzy, sterczyny, maszkarony i rzygacze , znane wcześniej z podręczników, mieliśmy na wyciągnięcie ręki.

Było by nietaktem, gdybyśmy nie usiłowali połączyć przyjemnego z pożytecznym sprawdzając czy prawdą jest, to co mówi się o modzie i mieście. Aby to zweryfikować , zajrzeliśmy do galerii Vittorio Emanuele II. Historyzująca elewacja, śmiała konstrukcja przekrywająca wnętrze, w którym usadowiły się  jedne z droższych butików (nie obeszło się bez sesji zdjęciowych na tle ich przepysznych witryn wystawowych). Przepych galerii kontrastował z prostotą mównicy Mussoliniego, która znajduje się na przeciw. Nigdy nie dokończona według pierwotnego zamysłu, została zaadaptowana i spełnia obecnie nową funkcję.

Te trzy monumentalne budowle zamykają w pewien sposób główny plac przed katedrą, oskrzydlają go mimo, iż można dotrzeć do niego z każdej strony, nie wyłączając podziemia .

Zdecydowanie można powiedzieć, że nie szczędziliśmy nóg dążący wytrwale od budowli do budowli, a karki mieliśmy obolałe nie tylko od zadzierania głów poza codzienną perspektywę  wysoko w górę, ale także od aparatów wiszących na szyjach niczym u rasowych turystów.. Fotka tu, fotka tam i już kolejna elewacja szydzi z nas zasłaniając się przejeżdżającą ciężarówką. I jak uwiecznić tyle ulotnych chwil i jeszcze nadążyć za grupą? Z prawej La Scala, z lewej Palazzo di Brera, na którego atrium podziwiać można Napoleona, bezpruderyjnie nagiego a na dodatek dzierżącego wróżkę.

Nie obyło się też bez rozczarowań. Pomijając wczesne wstawanie – uciążliwość pod każdą szerokością geograficzną – i dość podłe śniadania w naszym hostelu, najbardziej zawiedliśmy się stając przed budynkiem Dolce i Gabbana. Zdziwienie nie do opisania, gdy okazało się, że to małe straszydło wyglądające na niechlubne i wcale niekolorowe lata 80., w porywach może 90., okazało się zupełnie nowym budynkiem, bo zaledwie pięcioletnim. Zamiast błyszczeć nowocześnie na tle secesyjnych kamienic, stał tam jak szklany kloszard, bez wyrazu, tła i kontekstu. Jak gdyby ktoś go porzucił i odsunął. Nawet widoczne gdzieniegdzie wieszaki wewnątrz bardziej przypominały szkielet niż znane w świecie modele kreacji.

Pocieszenie przyszło jednak nazajutrz, na kampusie politechniki. Najwyraźniej studenci bawią się jednakowo w całej Europie. Patron uczelni, oczywiście w formie marmurowej rzeźby u bramy, przywitał nas trzymając naręcze pustych butelek po piwie. Dostojeństwo dostojeństwem, ale posągi też muszą sobie poużywać. Grupowo podbiliśmy wydział architektury z otwartym atrium i dużą ilością surowego betonu. Myszkowaliśmy zawzięcie podglądając proces wykonywania makiet oraz proces twórczy studentów, który odbywał się na korytarzach w mniejszych lub większych grupach, obowiązkowo z laptopami i książkami. Biedni głowili się nad konstrukcjami, co skłoniło nas do kiwania głowami z empatią, ale i pewnego rodzaju satysfakcją, że przecież my w większości mamy to już za sobą. Zajrzeliśmy do ogromnej biblioteki, również pełnej studentów.

Dla każdego coś miłego. Jako że damska część wycieczki miała swoje pięć minut w wytwornych galeriach, panom przypadło w udziale bliższe spotkanie ze stadionem San Siro. Jako, że nie mieli wyśrubowanych wymagań i nie dobijali się na murawę, nie trwało to na szczęście zbyt długo.

Szczęście sprzyja jednak do czasu, muzeum design’u odwiedzaliśmy dwukrotnie i to z tak samo marnym skutkiem. Pech chciał, że akurat zmieniano ekspozycję. Tego, planując nasz wyjazd, nie mogliśmy przewidzieć.  Jako rekompensatę zafundowaliśmy sobie zwiedzanie twierdzy Castello Sforzesco oraz muzeum techniki. Oba obiekty, choć tematycznie skrajnie od siebie odległe, były bardzo interesujące. W pierwszym przypadku przytłaczające dostojeństwo obronnej twierdzy, która znajduje się na głównej osi widokowej miasta, a z drugiej – łódź podwodna, której można było dotknąć, oraz zmaterializowane wynalazki Leonardo DaVinci. Jak już mowa o wielkich mistrzach renesansu, warto wspomnieć o wizycie  w Santa Maria presso San Satiro, gdzie w pełnej krasie uzmysłowiliśmy sobie zamiłowanie do okręgów wielkiego Bramantego.

Jednak czym byłoby piękno architektury historycznej bez powiewu nowoczesności i okraszonego szczyptą sprzeciwu obywatelskiego? Odrobina humoru w obliczu dostojnego Palazzo Mezzanotte zawarta w niebywale wymownej formie zaklętej na kamiennym cokole, dobitnie wyraża to, co Włosi myślą o swoim rządzie. Ciekawe, ilu z nas miewa podobne odczucia w Polsce?

Wąskie i przytulne uliczki często prowadziły nas w miejsca niespodziewane, ukazywały budowle niebanalne, nowoczesne ale i zupełnie historyczne. Pokazały nam miejsca, których nie wypada nie znać, lub takie, które wiele podręczników przemilczało, a których urok ujawnia się w tym krótkim momencie, gdy słońce kryje się akurat za TĄ chmurą, a my patrzymy akurat z TEGO ulicznego rogu, bo TU pachnie pieczywem z pobliskiej piekarni. Nic nie odda takich doznań, ani opowiadanie tego w modnej kafejce, ani lektura z ulubioną muzyką w tle. Udało nam się przeżyć coś niepowtarzalnego, bo byliśmy tam akurat w tym momencie naszego życia z takim a nie innym bagażem wiedzy i doświadczeń. Kto wie, może za parę miesięcy, może lat, kiedy znów tam zawitamy, odkryjemy Mediolan zupełne na nowo?

Elżbieta Matkowska

Dr Sławomir Łotysz nominowany na członka komisji PAN

W czwartek, 21 kwietnia 2011 r., dr inż. arch. Sławomir Łotysz z Zakładu Technologii i Organizacji Budownictwa otrzymał nominację na członka Komisji Urbanistyki i Planowania Przestrzennego Polskiej Akademii Nauk w kadencji 2011-2014. Uroczystość odbyła się w poznańskim oddziale PAN, a nominację wręczył naszemu Koledze Profesor Lech Zimowski. Wyróżnienie to ma dla doktora Sławomira Łotysza wymiar szczególny. Jeszcze jako student architektury Politechniki Poznańskiej miał okazję uczestniczyć w kilku organizowanych i kierowanych przez Profesora Lecha Zimowskiego międzynarodowych warsztatach naukowych. To właśnie te spotkania i szczególna aura, jaką wokół siebie wytwarzał (i wciąż stwarza) Profesor, zasiały w młodym studencie fascynację pracą naukową i kazały szukać sposobności realizacji tej pasji. Okazja nadarzyła się w 1998 roku, kiedy ogłoszony został konkurs na asystenta w Zakładzie Architektury i Budownictwa Ogólnego (wtedy jeszcze) Politechniki Zielonogórskiej. Zakładem kierował wówczas nieodżałowany Profesor Jan Konrad Stawiarski, długoletni członek Komisji Urbanistyki i Planowania Przestrzennego PAN, i bliski przyjaciel Profesora Lecha Zimowskiego. Pasja, to chyba właściwe określenie zapału, z jakim doktor Łotysz realizuje tę młodzieńczą fascynację. Autor przeszło 130 publikacji, zarówno naukowych jak i popularyzatorskich, dziś sam stara się zachęcić studentów do uczestniczenia w życiu akademickim. Prowadząc dwa koła naukowe, w ciągu dwóch lat przyczynił się do publikacji blisko dziesięciu artykułów, których autorami byli studenci. Wierzy głęboko, że wskazując młodzieży nowe możliwości samorealizacji, spłaca w ten sposób dług wdzięczności wobec tych, którzy jemu samemu pomogli obrać tę drogę.

dr inż. Marek Danowski

[wersja PDF zamieszczona w miesięczniku UZ]

Nasz pierwszy konkurs

W dniu 21 października 2010 r., podczas odbywającej się w dolnośląskiej Świdnicy sesji Międzynarodowej Konferencji Naukowej „Dziedzictwo postindustrialne i jego kulturotwórcza rola”, odbyło się uroczyste wręczenie nagród laureatom konkursu architektonicznego na adaptację podziemnego bunkra telekomunikacyjnego w tym mieście. Jedno z czterech równorzędnych wyróżnień otrzymała praca studentów III roku kierunku architektura i urbanistyka, Przemka Jachimowskiego i Łukasza „Demona” Deplewskiego. Nagród od pierwszej do trzeciej nie przyznano. W konkursie uczestniczyła ponadto ich koleżanka z roku, Angelika Przybyłek, która swój projekt wykonała samodzielnie. Do konkursu zgłosiło się ogółem 31 zespołów reprezentujących wydziały architektury uczelni z całej Polski. Pozostała trzy wyróżnienia otrzymały zespoły z Politechniki Wrocławskiej, Krakowskiej oraz Śląskiej w Gliwicach.

W sali świdnickiego oddziału NOT wystawiono siedem z przesłanych projektów. Po rozkodowaniu opatrzonych godłem prac, pan Wojciech Murdzek, prezydent miasta Świdnica, odczytał werdykt jury konkursowego, w którego skład wchodzili m.in. Andrzej Kubik – Dolnośląski Wojewódzki Konserwator Zabytków, dr inż. arch. Bogusław Wowrzeczka – Wydział Architektury PWr, Józef Kostka – prezes NOT Świdnica, Maria Piskier – rzecznik prasowy Telekomunikacji Polskiej S.A. (firma jest właścicielem obiektu) oraz profesor Stanisław Januszewski – przewodniczący Polskiego Komitetu TICCIH (The International Committee for the Conservation of the Industrial Heritage) a zarazem prezes Fundacji Otwartego Muzeum Techniki.

W uzasadnieniu przyznania wyróżnienia naszym studentom, jury uznało za interesującą proponowaną przez nich ideę „…wprowadzenia do wnętrza zieleni  sukcesyjnej jako naturalnego składnika terenów powojskowych i poprzemysłowych. Wytworzone w ten sposób klimaty wnętrza stanowią ciekawe uzupełnienie elementów techniki elementami natury. Wprowadzenia światła naturalnego do wnętrza  poprzez dach nie razi i  może być interpretowane jako ‘destrukcja’ stropu schronu związana z upływającym czasem i właściwą dla tego typu obiektów dematerializacją.” Doceniono również „…koncepcję potraktowania muzeum techniki jako ‘rezerwatu’ z pozostawieniem eksponatów w formie ‘naturalnej’, pokazującej upływ czasu i ich ‘destrukcję’ – bez silenia się na przywracanie ich użyteczności …” chociaż jednocześnie zaznaczono, że „… rozwiązanie zagospodarowania terenu w formie nowych elementów maskujących wydaje się trochę przeczyć idei ‘rezerwatu’ jako miejsca chronionego przed ingerencją człowieka.”  Wytknięto również brak klatki schodowej w budynku adaptowanym na funkcje hotelowe.

Po odczytaniu werdyktu,  mikrofon oddano laureatom. Autorzy wyróżnionych prac mieli szansę omówić swój projekt, opowiedzieć o swoich inspiracjach, a także odnieść się do krytycznych uwag jury. Gdyby sposób, w jaki autorzy prezentowali swoje projekty był również oceniany, to niewątpliwie nasi studenci uzyskaliby pierwszą nagrodę. O swoim dziele mówili swobodnie i ze swadą. Z dumą podkreślali, że reprezentują pierwszy nabór studentów architektury na Uniwersytecie Zielonogórskim. Na faworytów najwyraźniej typowali ich również reporterzy „Radia Wrocław”, którzy spośród laureatów czterech równorzędnych wyróżnień najwięcej uwagi poświęcili właśnie naszym studentom.

To pierwszy konkurs architektonicznym, w jakim wzięli udział nasi studenci architektury.  Tym bardziej cieszy ten sukces. Konkurs to zawsze wielka niewiadoma – nie ma pewności, jakimi kryteriami będzie kierować się komisja, czy w dniu oceny prac jej członkowie będą w humorze. Kto w końcu może wiedzieć, jak silna będzie konkurencja. Ile i jak silnych zespołów stanie do rywalizacji. Czy w ogóle jest sens startować? Czy warto poświęcić wakacje, które przecież każdy rozsądny student stara się jak najlepiej wykorzystać, by odpocząć, ukoić zszargane sesją egzaminacyjną nerwy, podreperować kondycję, a może portfel podejmując jakąś sezonową pracę. Troje naszych studentów powiedziało sobie i innym – warto! Korzystali z nieocenionej pomocy mgr inż. arch. Alicji Sapeńko, która najwyraźniej tak zatęskniła za konsultacjami semestralnych projektów w ledwo co zakończonym roku akademickim, że poświęciła kilka letnich popołudni, by pomóc naszym – dziś to wiemy – finalistom. Zresztą, Pani Alicja Sapeńko dobrze wspomina tę współpracę: „Panowie Łukasz Deplewski i Przemek Jachimowski to studenci o których mogę z powodzeniem powiedzieć, że złapali bakcyla architektury. Chłopaki pracują z pasją i zaangażowaniem i tak też było w przypadku pracy nad konkursem. Przy projekcie konkursowym odbyło się kilka dyskusji z udziałem moim i dr Łotysza. Panowie skrupulatnie przygotowywali materiał projektowy, który później wspólnie omawialiśmy. Ze spotkania na spotkanie projekt nabierał ostatecznej formy. Byliśmy świadkami ambitnej, ciężkiej pracy, która oprócz efektu, jakim jest wyróżnienie w konkursie, dała chłopakom dużo radości w trakcie procesu twórczego. Panowie przetarli szlak i pokazali, że mogą mierzyć się ze studentami wydziałów architektury z całej Polski, a my, ich nauczyciele, cieszymy się, że udało nam się ich zarazić miłością do projektowania.

Łukasz i Przemek nie mogli lepiej trafić szukając rady właśnie u Pani architekt Alicji Sapeńko. Ona sama niedawno odbierała nagrodę za pierwsze miejsce w dorocznym konkursie Mister Budowy Województwa Lubuskiego. Wymagająca i konkretna, ale też otwarta i mająca świetny kontakt ze studentami, dobrze też wie, jak w nich tę fascynację architekturą zaszczepić. Zaangażowanie Łukasza i Przemka widać było nie tylko na dwóch pomysłowo zaaranżowanych i starannie wykonanych planszach, ale i  tym, co i jak mówili o swoim projekcie.

Przemek Jachimowski chętnie opowiada o genezie „Rezerwatu techniki”, tak bowiem nazwali swój projekt: „Do konkursu zostaliśmy zgłoszeni przez pana dr inż. arch. Sławomira Łotysza [dodajcie jeszcze, że „z łapanki”! Przecież chętnie podchwyciliście ten temat! – S.Ł.]. Pomimo dużych chęci i zapału pracę nad projektem rozpoczęliśmy dopiero w sierpniu. Dopiero od momentu, kiedy tymczasowo wprowadziłem się do Łukasza, prace nad projektem ruszyły na dobre. Znalezienie funkcji dla schronu było dość dużym wyzwaniem, o wiele łatwiej udało się nam określić formę architektoniczną. W poszukiwaniu pomysłu na funkcję udaliśmy się do Świdnicy, by przeprowadzić wywiad środowiskowy. Niestety, pierwszy wyjazd nie przyniósł oczekiwanych rezultatów. Jedynym rozwiązaniem, jakie wynikało z opinii mieszkańców, była adaptacja schronu na klub muzyczny lub klub seniora. Dużo tego typu obiektów jest w niedalekim Wrocławiu, więc wycofaliśmy się z tego pomysłu i rozpoczęliśmy poszukiwanie innej funkcji dla schronu. Po kilku burzliwych dyskusjach uznaliśmy, że najlepiej będzie podzielić schron na kilka stref o różnych funkcjach. Właśnie wtedy pojawił się pomysł, by, cały obiekt nazwać ‘Rezerwatem techniki’. Bardzo cenne okazały się wówczas uwagi pani mgr inż.  arch. Alicji Sapeńko i pana dr inż. arch. Słaomira Łotysza. Dalej jednak brakowało nam koncepcji na zagospodarowanie działki, więc za namową pani Alicji Sapeńko zrobiliśmy w naszym dwuosobowym gronie mini konkurs, w którym rozrysowaliśmy około 20 propozycji na rzut działki i z nich wyłoniliśmy jedną. Od tej pory ja zajmowałem się górną częścią obiektu, a Łukasz dolną [to tłumaczy, dlaczego na ostatecznych planszach zabrakło klatki schodowej! – S.Ł.]

Moją inspiracją dla falujących form był pomnik ofiar Holokaustu Petera Eisenmana znajdujący się w Berlinie. Początkowym, jeszcze wspólnym ustaleniem, był kubiczny park, ale sam kubizm byłby zbyt dalekim odejściem od schronu, dlatego poprzez amplitudy starałem się nawiązać do pierwotnej funkcji amplifikatorni. Ostateczna forma dość długo ewoluowała z bardzo drapieżnych sinusoid do delikatnych wznoszących się i opadających fal, by momentami przypominać fale morskie.”

Tyle Przemek o genezie i kształtowaniu się koncepcji. Łukasz dodaje, że „Rezerwat Techniki” to bardzo specyficzny projekt, który łączy w sobie funkcję ochrony zabytku techniki z „…ideą nowoczesnego muzeum żyjącego własnym życiem, w którym poza zwiedzaniem można również odpocząć od codzienności. Charakteryzują go te same pojęcia, co każdy rezerwat: autonomiczność, naturalność, tożsamość. To kilka cech budujących naszą koncepcję. Najważniejszym i najciekawszym, moim zdaniem, zamysłem projektowym jest świadome wprowadzenie Czasu, który zamiast człowieka, zadecyduje o historii, teraźniejszości i przyszłości ‘Rezerwatu Techniki’. To Czas stał się siłą sprawczą i zadecydował o obecnym kształcie Bunkra, a teraz dał mu kolejną szansę, by mógł zaistnieć. Czas był naszym towarzyszem i katem podczas projektowania; był i ciągle tam jest. Dlatego pokazaliśmy w swoim projekcie jego trzy oblicza – przeszłość w obliczu muzeum, teraźniejszość w postaci warsztatów technicznych i edukacyjnych oraz przyszłość, czyli zapomnienie, zaniedbanie, jaką siłą rzeczy spotka niemal każdy budynek.” Przemek przyznaje, że głównym autorem grafiki na planszach był Łukasz, podczas gdy on skupił się na wizualizacjach. „Podział wynikał z możliwości sprzętowych naszych komputerów oraz doświadczenia w pracy z programami zarówno do tworzenia grafiki jaki i wizualizacji. Najbardziej męczący był, jak zawsze, końcowy okres tworzenia projektu, tuż przed wysłaniem planszy do siedziby fundacji. Nie zauważyliśmy wtedy swoich własnych błędów, co skutkowało tym, że zdobyliśmy tylko wyróżnienie. Ale też to wyróżnienie jest dla nas dużym osiągnięciem, ponieważ w gronie uczestników konkursu byli studenci ze starszych lat renomowanych uczelni architektury w Polsce.” To samo podkreślał Łukasz: „Cztery wyróżnione i nagrodzone prace: Gliwice, Wrocław i Kraków, a obok nich i my, studenci Uniwersytetu Zielonogórskiego.”

Laureatom gratulujemy nie tylko wyróżnienia, ale przede wszystkim jasno sprecyzowanych celów oraz umiejętności i determinacji w ich osiąganiu! Udział w konkursie architektonicznym to zawsze ogromna frajda. To także świetna okazja do zdobycia doświadczenia. Każdy wykonany projekt podnosi poziom praktycznych umiejętności architekta, doskonali jego kunszt, poszerza zasób doświadczeń. Poprzez porównanie i możność skonfrontowania własnych wizji, koncepcji i umiejętności ze studentami z innych uczelni – a zatem posiadającymi zapewne odmienny bagaż doświadczeń – pozwala na refleksję na temat własnych słabości i braków. To pierwszy krok do samodoskonalenia. Takie porównanie pozwala też lepiej dostrzec swoje talenty, które warto pielęgnować i rozwijać. Uczestnictwo w konkursie to też swoista giełda pomysłów – tu można z bliska zaobserwować pomysły i techniki realizacyjne wykorzystywane przez adeptów architektury z innych uczelni. Czy przydadzą się podczas następnych zaliczeń przedmiotów projektowych lub kolejnych konkursów? Przekonamy się już wkrótce!

Sławomir Łotysz, Alicja Sapeńko, Przemysław Jachimowski, Łukasz Deplewski

Definiowanie Przestrzeni Architektonicznej 2010

Na sali obrad.

Wydział Architektury Politechniki Krakowskiej rokrocznie organizuje bardzo udane konferencje z cyklu „Definiowanie Przestrzeni Architektonicznej”. Biorą w nich udział architekci z całego kraju, zapraszani są również goście z zagranicy. W listopadzie 2010 r. dziesiąte już spotkanie z tej serii rozpoczął mocnym wystąpieniem profesor Konrad Kucza-Kuczyński z Politechniki Warszawskiej, który poruszył problem pogłębiającego się podziału pomiędzy dwoma jakże bliskimi sobie dziedzinami, to jest architektury i budownictwa. Profesor wręcz określił to zjawisko mianem odchodzenia architektury od budownictwa. Pozornie proste zagadnienie nasilającego się trendu wśród młodych architektów może mieć swoje przyczyny w chęci „krzyczenia architekturą”. Potrzeba tworzenia czegoś nowego oraz niepowtarzalnego nie jest nam, młodym studentkom architektury, nieznana. Wcześniej jednak nie zastanawiałyśmy się, czy to nasze poszukiwanie nowych środków wyrazu w architekturze systematycznie nie oddala nas od istoty budownictwa. W prelekcji zaakcentowano wyraźnie pojęcie architektury jako „sztuki”; architektury, która nie jest „rzemiosłem”, a która staje się „stylem”. Rozważano kwestię tendencji architektury do przeobrażeń w rodzaj maniery. Ciekawe wydało nam się również spojrzenie na ten fenomen, który większość studentów architektury podświadomie odczuwa, lecz niekoniecznie umie go nazwać.  Ważne jest dla nas bycie charakterystycznym i rozpoznawalnym. Zmagamy się z projektowaniem obiektów funkcjonalnych  jednocześnie zaś chcemy wywierać wpływ na wrażenia, jakie te projektowane obiekty wywołują u odbiorców (w pierwszym rzędzie wykładowców, choć nie tylko). To jak „krzyk”, ale nie jak rozpaczliwe dążenie do tego, by o nas usłyszano i zauważono nasze projekty. Nie chcemy by były one „nieme”, by ich jedynym celem było tylko „zaliczenie”. To przede wszystkim nasze poszukiwanie samych siebie, trochę nieudolne obrazowanie emocji, dążenie do tworzenia architektury, która „śpiewa”, i którą wybraliśmy jako naszą przyszłość.

W innym kierunku natomiast poszedł profesor Raimund Fein z Lausitz Universität Cottbus. Motywem przewodnim jego referatu było twierdzenie, iż architektura przestaje być adresowana do wszystkich, a coraz częściej tworzona jest przez architektów dla architektów. Wywód poparty został prezentacją wielu przykładów współczesnych obiektów, w których efektowne elewacje kontrastują ze schematycznym i często błędnym rozwiązaniem wnętrz. Profesor Fein stwierdził, iż w dzisiejszych czasach architektura często przykrywa nudę powierzchownym blichtrem. Ów blichtr robiony jest zaś pod „niedouczone masy”. Jakkolwiek jego wypowiedź mogła zabrzmieć ostro, przekonał nas, iż wyrafinowane bryły w zestawieniu z brakiem istotnej substancji wnętrza składają się na architekturę tabloidową. Bardzo smutno zabrzmiała konkluzja, iż taki typ architektury zaleje naszą przestrzeń w niedalekiej przyszłości. Zdaniem autora, za taką tezą przemawiają dwa znaczące dowody. Po pierwsze, taka architektura świetnie się sprzedaje odpowiadając na potrzebę wyróżniania się „w tłumie” innych obiektów. Po drugie bezproblemowo wtapia się w dzisiejsze tło. Retoryczne pytania postawione na koniec wykładu przez prelegenta kazały nam przemyśleć, czy naprawdę na taki stan rzeczy zasługujemy. Idąc tym tropem pojawił się kolejny problem – jak zareagują na taką architekturę następne pokolenia? Próba odpowiedzi na problem kierunku, w którym zmierza architektura dotyczyła przedstawienia przykładów wnętrz pięknych dzięki swej prostocie. My, studentki trzeciego roku architektury, postawione zostałyśmy przed wyborem naszej przyszłości zawodowej. Wyboru pomiędzy drogą „medialną” a drogą „serca” każda z nas będzie musiała dokonać według własnego sumienia. Wykład zakończył się słowami, że „trzeba kochać ludzi, mieć dużo cierpliwości i być wytrzymałym, nie dać się skusić wizji szybkiego sukcesu”. Słowa te świetnie pasują akurat nie tylko do zawodu architekta.

A więc taki jest profil absolwenta (prawie, prawie…)

Kolejny gość konferencji, reprezentujący Escuela Tecnica Superior de Arquitectura de Madrid, profesor Juan Luis Trillo de Leyva, w swoim wykładzie również odniósł się do potrzeby większej dbałości o formę wnętrz. Podkreślił rolę światła, będącego komponentem budującym unikalny charakter pomieszczenia i to zmieniający się niepowtarzalnie każdego dnia roku. Natura światła obejmuje wiele czynników którymi możemy operować tak samo jak materiałem, fakturą, wielkością czy innymi narzędziami stosowanymi w projektowaniu. Podczas wykładu padło intrygujące stwierdzenie, iż „architektura jest pudełkiem, w którym trzymamy światło”. Odwraca ono hierarchię ważności stosowaną często przez architektów, jednocześnie zmuszając do zastanowienia się nad nią. Bardzo często tworząc obiekt architektoniczny zaczynamy od martwych kresek ołówka na papierze, potem chcemy tchnąć w nie życie i zaczynamy nadawać im głębię. Właśnie zagadnienie głębi, światła i cienia w architekturze profesor Trillo de Leyva omówił dokładnie na przykładach graficznych podczas swojej prezentacji. W odbiorze miejsca odgrywa ono bardzo dużą rolę, ponadto nie jest tylko składnikiem oczywistym (Słońce i dzienne światło), ale także może stanowić główną ozdobę danego przedsięwzięcia. Odpowiednie zagrania światłem na nierównomiernych i załamanych płaszczyznach pozwala uzyskać najprzeróżniejsze wrażenia wizualne we wnętrzu. Zaprezentowane podczas wykładu przykłady „grania” światłem na tle współczesnej architektury dotyczyły właściwie ukrywania lub przeciwnie – podkreślania pewnych elementów. Tymczasem światło powinno być traktowane jako tworzywo równorzędne z materiałem czy formą przestrzenną budynku, ponieważ bez niego nawet najwspanialsze wytwory ludzkiej ręki byłyby zimne i bezludne. Podstawowym wymaganiem każdej istoty na ziemi poza powietrzem i pożywieniem jest właśnie dostęp do światła, dlatego warto było wziąć sobie do serca przytoczone przykłady, aby później projektować architekturę nie tylko piękną i funkcjonalną ale i posiadającą dusze.

Podczas całej konferencji poruszano wiele rozmaitych tematów jedne bardziej szczegółowe inne bardziej ogólne, jednak wszystkie zdawały się pytać „co dalej?”, co stanie się kiedy wszystkie nowatorskie i krzykliwe pomysły zostaną nadszarpnięte zębem czasu i następne pokolenia spojrzą na nie krytycznym okiem? Co stanie się jeśli wieża z kości słoniowej, w której do tej pory architekturę skutecznie zamykano, w końcu runie i roztrzaska się zderzywszy z szarą rzeczywistością kreowaną często przez architektów–rzemieślników, a nie architektów-artystów? Czy ta, dziesiąta z kolei konferencja tego cyklu coś zmieni i poprawi? Padło tu wiele retorycznych pytań,  jednak niewiele odpowiedzi. Bo przecież nie o odpowiedzi chodzi, a właśnie o ich ciągłe poszukiwanie.

2/3 reprezentacji UZ na konferencji Definiowanie Przestrzeni Architektonicznej 2010 w Krakowie (dzięki Angelika, ktoś przecież musił nacisnąć spust aparatu…)

Bardzo sobie cenimy sposobność uczestniczenia w tego rodzaju konferencjach. Tym bardziej, że było to uczestnictwo aktywne, nie tylko w charakterze słuchaczy. Referat jednej z piszących te słowa studentek, Elżbiety Matkowskiej, zatytułowany „Hutongi trzymają się mocno? Problem autentyczności w architekturze współczesnych Chin” został przyjęty do programu konferencji i opublikowany w wydawnictwie. Artykuł bazował na obserwacjach poczynionych podczas jej wyjazdu studialnego do Państwa Środka, a przy powstaniu tekstu pomagał dr inż. arch. Sławomir Łotysz, opiekun Koła Naukowego Studentów Architektury Uniwersytetu Zielonogórskiego.

Elżbieta Matkowska, Angelika Przybyłek

Najlepszy plakat

26 października 2010 roku w Urzędzie Patentowym Rzeczypospolitej Polskiej rozstrzygnięty został konkurs na plakat o tematyce związanej z ochroną własności intelektualnej. Była to już VIII edycja konkursu Prezesa Urzędu Patentowego RP, tym razem zorganizowana pod hasłem „Prezydencja Polski w Unii Europejskiej, 1 lipca – 31 grudnia 2011 r. Ochrona własności intelektualnej”. I Nagrodę w kategorii studenckiej zdobyła praca Alicji Bienias, studentki III roku kierunku architektura i urbanistyka Uniwersytetu Zielonogórskiego. Jej drugi projekt zgłoszony na ten konkurs uzyskał jedno z trzech równorzędnych wyróżnień. W skład jury konkursu wchodzili dr Alicja Adamczak, Prezes Urzędu Patentowego RP, prof. Stanisław Wieczorek, (ASP w Warszawie), prof. Marian Oslislo (ASP w Katowicach),  prof. Eugeniusz Skorwider (ASP w Poznaniu) oraz pani Maria Kurpik, Dyrektor Muzeum Plakatu w Wilanowie. Komisarzem i sekretarzem konkursu był pan Marcin Władyka (ASP w Warszawie). Fundatorem I Nagrody w kategorii studenckiej (dla studentów uczelni artystycznych, wydziałów architektury oraz wydziałów sztuk plastycznych szkół wyższych), w której zwyciężyła Alicja Bienias, był Minister Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

Alicja Bienias odbiera nagrodę z rąk prof. Zbigniewa Marciniaka, podsekretarza stanu w MNiSW.

Równo miesiąc później, 26 listopada, w siedzibie Urzędu Patentowego RP w Warszawie odbyła się uroczystość wręczenia nagród i wyróżnień. Nasza studentka otrzymała je z rąk prof. Zbigniewa Marciniaka, podsekretarza stanu w MNiSW. Na konkurs wpłynęło aż 457 prac! Tym bardziej należy docenić sukces naszej studentki. Warto dodać, że pracę Alicji oceniono wyżej, niż propozycje studentów takich uczelni, jak Akademia Sztuk Pięknych w Warszawie czy Polsko-Japońska Wyższa Szkoła Technik Komputerowych – im przypadło odpowiednio drugie i trzecie miejsce.

Według zamysłu organizatorów plakat miał swoją wymową podkreślać znaczenie ochrony własności intelektualnej. Jury uznało, że to właśnie projekt naszej studentki najlepiej będzie promował potencjał Polski w Unii Europejskiej poprzez upowszechnianie wizerunku naszego kraju jako państwa dbającego o ochronę własności intelektualnej, a w szczególności ochronę wynalazków, wzorów użytkowych i przemysłowych oraz znaków towarowych i usługowych. Na zwycięskim plakacie Alicji Bienias koło otaczające literę „R” w znaku ® (zastrzeżony znak towarowy) przywodzi na myśl koło ratunkowe. „Ratuj własność intelektualną! Urząd Patentowy Rzeczypospolitej Polskiej” – głosi napis zamykający kompozycję od dołu.

Alicja Bienias jest absolwentką Liceum Plastycznego w Zespole Szkół Plastycznych w Zielonej Górze. Studia na kierunku architektura i urbanistyka rozpoczęła w 2008 roku. Gratulujemy sukcesu i życzymy dalszych!

Sławomir Łotysz, Alicja Bienias